Kolejne posty w czwartek – jestem na FLBS

Szanowni Państwo, dziś i jutro jestem na Forum Liderów Banków Spółdzielczych, więc kolejne art. pojawią się w czwartek.

Widzę, że dyskusja nadal toczy się w komentarzach, chętnie odniosę się do nich po powrocie z FLBS. Tymczasem zachęcam Państwa do komentowania i do lektury, sam zaś udaję się na konferencję.

Reklamy

O ho ho! :-)

Sz. Kom. OB.SERWATOR pisze:

” Zadziwiający sposób myślenia! A wiem Pan, że jeszcze taniej będzie, gdy ktoś pójdzie do sklepu i nie zapłaci za to co z niego wynosi. Czy taką formę kradzieży również Pan pochwala? „

Odpowiadam: „Czy taką formę kradzieży również Pan pochwala?”… No cóż… Widzę, że Sz. Komentator, jak to już nie raz miało miejsce, wzbija się na wysokie poziomy merytorycznej argumentacji i dokonuje głębokiego alityczno – rzeczowego rozpoznania zagadnienia.

Cóż, to za wysokie loty, jak na moje skromne predyspozycje intelektualne. Nie pozostaje mi nic innego, jak schylić głowę, przed takim polemistą jak Pan i pokornie wycofać się z tego wątku konwersacyjnego… Co niniejszym czynię 🙂

Dziś, elegancka dama na targu: „Płace w górę, a za chwilę masło ku… będzie 20 kosztować”

Lubię chodzić na targ w moim miasteczku; ciekawie jest pooglądać, spotkać się z kimś znajomym, zapalić papierosa, porozmawiać…

Dziś też byłem. Oto zasłyszane wypowiedzi – praktycznie w oryginale (bo starałem się je zapamiętać). Rozmawiają podli kapitaliści, wyzyskiwacze, krwiopijcy i „wrogowie ludu”, bezczelnie leniący się przy swoich straganach. W rękach drogie cygara, w plastikowych kubeczkach szampan Dom Perignon (100 $ butelka). Oto co mówią:

Kupiec 1, ok 50-tki: „[…] powiedział, że jak kogoś nie stać na płacenie [ZUS], to się nie nadaje do prowadzenia interesu”.

Kupiec 2, ok 60-tki: „Będą z nas ściągać, żeby dawać”

Kupiec 1: „Tak, nas wykończą. Nie wygra się z molochami”

Kupiec 3: „Nie stać nas na adwokata, nie wygrasz nimi. Molochy mają adwokatów to se poradzą”

Elegancka dama, 60+, z ładnie ułożonymi blond, włosami, spora nadwaga – jedna z kupujących, sąsiadka mojego kuzyna:

„Ta, tera płace [minimalne] w górę, a za chwile ku… masło bedzie 20 kosztować”

MOJA REFLEKSJA: Może lud się wreszcie obudzi… Jak Państwo sądzicie?

Wszyscy moi znajomi przedsiębiorcy płacą podatek ZUS tylko i wyłącznie z jednego powodu – bo muszą

Sz. Kom. TYLER DURDEN pisze:

Swoją drogą znam kilku przedsiębiorców, którzy po latach płacenia minimalnej składki na ZUS ze zdziwieniem odkryli, że ich emerytura wyniesie nieco ponad tysiąc złotych.

MÓJ KOMENTARZ: Ja takich przedsiębiorców nie znam, ale skoro Sz. Kom. tak twierdzi, to z pewnością tacy są. Nazwałbym ich lekko nierozważnymi :-).

Ja natomiast, choć znam mnóstwo przedsiębiorców, nie znam ANI JEDNEGO, który chciałby płacić podatek ZUS dobrowolnie. Wszyscy moi znajomi przedsiębiorcy płacą podatek ZUS tylko i wyłącznie z jednego powodu – bo muszą.

„Czekam na masło za 15 zeta, a może i więcej. Zobaczyć wówczas minę emeryta – wyznawcy rządzących… bezcenne „

Sz. Kom. KOWAL pisze: ” W drastycznej podwyżce płacy minimalnej nie chodzi o nic innego jak o to, by zwiększonymi wpływami do ZUS i z podatków załatać dziurę w ZUS i sfinansować obiecanki. Czekam na masło za 15 zeta, a może i więcej. Zobaczyć wówczas minę emeryta – wyznawcy rządzących… bezcenne „

Mój komentarz: Nic dodać, nic ująć.

Majstrowanie przy gospodarce, przy cenach, to jak zabawa małpy brzytwą

Sz. Kom. PPP pisze:

” Nie zostałem do końca zrozumiany, ale pewniejsze jest to że źle się wyraziłem. Otóż wiadomo że pracownik to pracownik a nie współwłaściciel. Natomiast jeśli Państwo ustala minimalną płacę, to nie ma takich przypadków, że pracodawca/właściciel mimo tego że interes ma się bdb i coraz lepiej, to przez lata nie podwyższa pensji, zawsze kogoś znajdzie (np. świeżo po studiach) do swojego sklepu za marne grosze. A jak się nie podoba pracownikowi (bo miał obiecaną po roku podwyżkę ale nie dostał) to jest zwalniany a na jego miejsce przyjmowany kolejny. Jeśli ceny rosną a nie idą za tym wzrosty wynagrodzeń, to mnie się to nie podoba i dlatego jestem za tym „minimum” niezbędnym do godnego życia, które reguluje Państwo, które też ustala pewien zakres praw i obowiązków bo inaczej ludzie by się pozabijali 

🙂

MÓJ KOMENTARZ: Tak, państwo powinno regulować prawo, by się „ludzie nie pozabijali”. Ale nie ceny – w tym cenę pracy. Tę wyznacza rynek. No bo co oznacza „minimum niezbędne dla godnego życia”? Różne regiony, różne statusy społeczne, różny styl życia, różne ceny czynszu, produktów w sklepach – diametralnie różne wymagania finansowe dla „godnego życia”.

Przyjmijmy na chwilę, CZYSTO HIPOTETYCZNIE, że ustalenie płacy minimalnej ma sens. No to jakim poziom ją ustalić? Kto to ma wiedzieć? – posłowie?? … Żarty. Płaca minimalna – taka sama we wsi pod Suwałkami i w centrum biznesowym w Warszawie? A co jeśli płaca minimalna ustalona na danym poziomie „zabije” firmę, w której pracuje pracownik? Zostanie on bezrobotnym.

Majstrowanie przy gospodarce, przy cenach, to jak zabawa małpy brzytwą. Gospodarkę planowaną, regulowane ceny już mieliśmy – nazywało się to PRL i dziadostwo z nim związane. Chcemy tego?

Złe jest to, że rządząca koalicja PiS-PO od lat wypycha młodych Polaków za granicę (3 mln ludzi) wysokimi podatkami i irracjonalnym zarządzaniem

Sz. Kom. TYLER DURDEN pyta:

” Co jest złego w masowym sprowadzaniu niewykwalifikowanych pracowników z krajów Trzeciego Świata? Myślałem, że dla osoby o prawicowych poglądach jest to oczywiste. „

Odpowiadam: samo w sobie zapewne zjawisko to nie jest złe – z puntu widzenia gospodarczego. Z punktu widzenia cywilizacyjno – kulturowego – już bym się zastanawiał.

Złe jest natomiast to, że rządząca koalicja PiS-PO od lat wypycha młodych Polaków za granicę (3 mln ludzi) wysokimi podatkami i irracjonalnym zarządzaniem państwem, a na miejsce Polaków sprowadza obcych. To jest ewidentnie złe. Dlaczego? Bo ci biedni emigranci „za chlebem” muszą opuścić swój kraj, tęsknią za rodzinami, za swoimi miasteczkami i wioskami, nie odwiedzają regularnie babci, nie chodzą do rodziców na niedzielne obiady, tylko muszą siedzieć na obczyźnie i „dorabiać” swoją pracą obce państwa a nie Polską – bo maja nieudolne rządy…

Czy NIE BIORĄC pensji „pod stołem” pracownicy zdają sobie sprawę z tego konsekwencji?

Sz. Kom. TYLER DURDEN pisze:

” Pytanie czy pracownicy mają możliwość brania pensji nad stołem i czy zdają sobie sprawę z konsekwencji brania pod stołem. „

Odpowiem pytaniem: czy NIE BIORĄC pensji „pod stołem” pracownicy zdają sobie sprawę z tego konsekwencji? Z tego, ze ZUS od lat ma kiludziesięcio-miliardowy deficyt? Że emerytury nie będzie, albo będzie taka, za którą nijak nie da się przeżyć. Że tam, w ZUS-ie nic nie ma, że tam nic się „nie odkłada na emeryturę”? Że przy obecnej demografii, jeżeli ludzie sami nie zadbają o swoją przyszłość w jesieni życia, to państwo nie będzie w stanie ich utrzymać?

Takie są fakty; już teraz pracuje produktywnie mniej niż połowę społeczeństwa. Reszta – dzieci, seniorzy, pracownicy budżetowi – są na utrzymaniu tych pierwszych.

Jeżeli nie zadbamy SAMI o własną przyszłość w „jesieni życia”, to będziemy mocno rozczarowani za kilkadziesiąt lat; państwo o nas nie zadba, bo nie da rady. Arytmetyki się nie oszuka. Polecam wykład prof. Gwiazdowskiego pt. „Dlaczego nie dostaniecie emerytury? (YouTube)

Tak więc – moim zdaniem – bardziej racjonalnie sformułowane pytanie brzmi: „czy oddając państwu pełne >>składki<< , daniny i podatki (zamiast brać do ręki wszystkie swoje dochody //państwo i tak dostanie VAT gdy część z nich wydamy// i samodzielnie nimi zarządzać) zdajemy sobie sprawę z bolesnych konsekwencji naszego postępowania, jakie pojawią się za kilkadziesiąt lat? Czy jesteśmy przygotowani na bolesne rozczarowanie pt. emerytura z 20-30 lat?

„Płacenie pod stołem” to nie kradzież. To SAMOOBRONA obu stron transakcji.

Sz. Kom. OB.SERWATOR pisze:

„Cóż. Płacenie „pod stołem” to nic innego jak kradzież. Oczywiście, każdy chciałby płacić mniejsze składki i podatki. Ale by to robić, droga nie wiedzie przez łamanie prawa, tylko przez kartkę wyborczą. Prawda Panie Albercie?”

Odpowiadam: Nie, „płacenie pod stołem” Sz. Komentatorze to nie kradzież. To SAMOOBRONA społeczeństwa (pracodawców i pracowników) przed nachalnie, drapieżnie chciwym państwem, które przejmuje 60-70% dochodów obywateli. Gdyby poziom fiskalizacji był normalny (2,3, góra 5% dochodu) to społeczeństwo nie musiałoby się przed państwem w ten sposób bronić. Po prostu niemal każdy by te podatki płacił, bo byłyby na uczciwym poziomie.

Funkcjonowanie w „szarej strefie” to przejaw swojego rodzaju gospodarczego patriotyzmu. Po prostu ja moje pieniądze wolę wydać sam, kupując u szewca, stolarza, restauratora, ponieważ wiem, że ci ludzie z danych im moich pieniędzy zrobią znacznie lepszy użytek niż urzędnicy i administratorzy budżetu; oni wydadzą je na swoich dostawców i tym sposobem pieniądz będzie krążył w społeczeństwie przyczyniając się do jego bogacenia. Z pominięciem budżetu.

Chciałbym wierzyć, że droga ku dobrym rozwiązaniom wiedzie przez kartę wyborczą. Tymczasem wyborców, którzy są za tym, by samemu wydawać swoje pieniądze, a nie za pośrednictwem budżetu jest raptem kilka procent. Dlatego, obawiam się, w drodze demokratycznej wprowadzenie wolności obywateli w zakresie zarządzania własnym pieniędzmi w praktyce jest mało realne. Odkąd sięgniemy pamięcią, w post-PRLowskiej Polsce rządzi lewica. Prawicowych rządów nie było nigdy i chyba nie będzie. Dlatego społeczeństwo broni się – w gruncie rzeczy przed samym sobą 🙂 – wchodząc w szarą strefę i płacąc pod stołem. Obie strony transakcji (czy to przy handelu towarami i usługami, czy to przy handelu pracą), bardzo często wybierają rozwiązania formalnie nieprawne. Bo wtedy zakup będzie tańszy, bo sprzedaż przyniesie większy przychód, bo „na rękę” będzie więcej, bo koszt pracy będzie niższy. Nie da się zaprzeczyć, że tak jest lepiej, bo ludzie po obu stronach transakcji bardzo często – jeśli tylko mogą – wybierają wariant „szaro-strefowy”. Tym wyborem zaświadczają dobitnie, ze jest on lepszy, niż wariant horrendalnie ofiskalizowany. Takie są fakty…

A co do legalności… Cóż, ze coś jest prawe, nie musi oznaczać, że jest sprawiedliwe. Formalnie rzecz biorąc, obozy koncentracyjne, czy okupowanie innych narodów było w III Rzeszy zupełnie legalne, zupełnie zgodne z literą praca tego państwa. Powtórzę; to że dane rozwiązanie zaklasyfikujemy do praworządnego, czy do nielegalnego może się mieć nijak do jego oceny etycznej.

Zaktualizowany Informator Szkoleniowy na IX – XII 2019

Informatyka – technologie

I – szkolenia on-line, S – szkolenia stacjonarne

Kod Tytuł Wrzesień 2019 Październik 2019 Listopad 2019 Grudzień 2019

BBI

Bezpieczeństwo Bankowości Internetowej


27 (I)

29 (S)

26 (I)

18 (S)

BSI

Bezpieczeństwo Systemów Informatycznych


14 (I) 28 (S)



FWVPN

Systemy firewall i VPN


17 (I)

17 (S)

14 (I)

12 (S)

TSB
Technologie sieciowe i bezpieczeństwo sieci komputerowych

13 (I)

16 (S)

13 (I)

11 (S)

WOK

Wprowadzenie do ochrony informacji i kryptografii

26 (I)



20 (S)



TAB

Przeprowadzanie testów penetracyjnych w niewielkich sieciach heterogenicznych – warsztaty

24 (S)



6 (S)



USL

Podstawy używania środowiska Linux na serwerach – warsztaty


14 (S)


17 (S)

ZSW

Zabezpieczanie systemów Windows – warsztaty

25 (S)


7 (S)



ZSL

Zabezpieczanie systemów Linux – warsztaty



17 (S)


18 (S)

Informatyka – zarządzanie

Kod Tytuł Wrzesień 2019 Październik 2019 Listopad 2019 Grudzień 2019

PAB

Przygotowanie Banku do Audytu Bezpieczeństwa


8 (I)



17 (S)

PRD

Przygotowanie Banku do inspekcji dot. Rekomendacji D


9 (I)

19 (S)



WDIT

Warsztaty tworzenia bankowej dokumentacji IT zgodnej z Rek.


20 (I)


20 (S)

ZPR

Zarządzanie projektami IT


11 (I)


5 (S)

ITMAN

Informatyka w zarządzaniu Bankiem – dla managerów


10 (I)



5 (S)

WPB

Warsztaty tworzenia dokumentacji polityki bezpieczeństwa




27 (S)

19 (I)

RBP

Rekomendacja KNF dot. bezpieczeństwa płatności internetowych




21 (I)

6 (S)

ZOI

Zarządzanie obszarem informatyki w Banku




20 (S)



PSD

Wdrożenie dyrektywy PSD2 w systemach bankowości internetowej


16 (I)




ZRIT

Zarządzanie ryzykiem IT w Banku








KIOD

Kurs Inspektora Ochrony Danych



2 (I)

6 (S)



WIOD

Warsztaty tworzenia dokumentacji ODO – dla IOD


3 (I)

7 (S)



ZIB

Zagadnienia informatyczne w Banku –dla managerów i nie-informatyków

18 (I)





5 (S)

WPCD

Warsztaty tworzenia Planów Ciągłości Działania

23 (S)

2 (I)

Informacje, zgłoszenia

Katarzyna Wiśniewska, Koordynator Szkoleń i Konferencji
kom. 600 873 667, katarzyna.wisniewska@kerberos.pl

Uporządkujmy: pracownikowi – wynagrodzenie, kapitaliście zysk z kapitału

I jeszcze uwaga do stwierdzeni Sz. Kom. PPP: ” […] większą część zysku dać tym, którzy na ten zysk pracują w głównej mierze. ”

Uważam, że jest nie do końca poprawne. Pracownicy pracują na swoje wynagrodzenie; to, co im jest należne to ustalone wynagrodzenie. Na zysk zaś pracuje kapitał (nieruchomości, maszyny, środki transportu, zapasy surowców i półwyrobów, know-how, patenty itp, itd.). Zysk jest należny właścicielowi kapitału, nie pracownikowi. Pracownikowi jest należne wynagrodzenie za pracę, nie zysk z kapitału, bo kapitał nie jest jego, a kapitalisty.

Aby uzmysłowić, że tak istotnie jest, wystarczy spojrzeć na własne, BS-owe podwórko:

  • pracownicy banku otrzymują WYNAGRODZENIE,
  • ZYSK zaś – czyli dywidendę – otrzymują SPÓŁDZIELCY (czyli kapitaliści będący właścicielami BS-u).

Oczywiście jedna i ta sama osoba może być i pracownikiem i właścicielem kapitału.

To, że przedsiębiorcę nie stać na płacenie ZUS-u nie musi oznaczać, że się nie nadaje

Sz. Kom. PPP pisze: ” Jeśli nie stać ich [przedsiębiorców] na prowadzenie działalności to znaczy że się do tego nie nadają. A myślę że w wielu przypadkach stać ich na to, tylko muszą większą część zysku dać tym, którzy na ten zysk pracują w głównej mierze. „

Mój komentarz: Powiedzmy, że Sz. Kom. jest pracownikiem najemnym (np, magazynierem, albo pakowaczem w fabryce), mężem i ojcem. I Jego rodzina nie może związać końca z końcem. Bo za mało Sz. Kom. zarabia.

Czy słusznie byłoby twierdzenie: jeżeli Sz. Komentatora nie stać na zarabianie na spełnieni się w roli męża, żywicela rodziny i ojca, to „znaczy, że się do tego nie nadaje”? Nie, nie koniecznie musiałoby być słuszne.

Zapewne jakaś część przedsiębiorców nie nadaje się do tego, by nimi być. Ale to, że przedsiębiorcę nie stać na horrendalne podatki i ZUS nie oznacza automatycznie, że się do biznesu nie nadaje. Być może oznacza to, że ustalający reguły gry gospodarczej (poziom podatków, regulacje) się do tego nie nadają i swoimi dyrektywami niszczą przedsiębiorców.

Sz. Kom. pisze: „A myślę że w wielu przypadkach stać ich na to, tylko muszą większą część zysku dać tym, którzy na ten zysk pracują w głównej mierze.”

Odpowiadam: A być może i tak. Znam wiele przypadków, gdy zatrudnieni szli do pracodawcy i mówili: „oczekuję podwyżki, oczekuję, że wieszą część marży będziesz mi pracodawco oddawał”. I dostawali.

Poziom wynagrodzenia to kwestia umowy między dwojgiem dorosłych ludzi. Ci ludzie są stronami i oni w drodze porozumienia ustalają warunki współpracy. Nikomu nic do tego. Zwłaszcza urzędnikom.

System „pod stołem” jest akceptowany, bo jest korzystny dla obu stron

Sz. Kom PPP pisze: „Niestety, ale pracodawcy są niechętni do podnoszenia pensji, ew. dają „pod stołem”. Pisze to na podstawie wielu obserwacji, szczególnie w handlu”

Mój komentarz: Płacenie pod stołem – owszem, często tak jest. Sam bardzo chciałbym „płacić pod stołem”, moi pracownicy też pewnie tak by chcieli (więcej by dostali „na rękę”), niestety, spółka prowadzi pełną księgowości, raporty bankowe są księgowane itp, itd. – krótko mówiąc: nie da się. Żałuję bardzo, że nie mogę płacić „pod stołem” i jestem przekonany, że moi pracownicy też żałują, że nie mogą „brać pod stołem”. Bo wszystkim nam to by się opłaciło. Ale trudno – cóż poradzić?…

Powstaje zatem zasadnicze pytanie, czy to, że „pod stołem” to źle, czy dobrze? Moim zdaniem, przy tak horrendalnych obciążeniach podatkowych to DOBRZE. Niech przemówią liczby – bo te nie kłamią. Podaję przykład:

Pracodawca ma – dla przykładu – 200 zł na pracownika. Gdyby było nie „pod stołem”, z tego oddałby podatków i danin 44% – czyli 88 zł. Pracownik dostaje wówczas 112 zł (przypomnę z 200! zł – pracownik dostaje jednie 112 zł!).

A weźmy wariant „pod stołem”:

Powiedzmy, że umawiają się na 160 zł. Pracodawca jest zatem 40 zł „do przodu”. Zaś pracownik jest 48 zł „do przodu”. Każdy zyskał. Dlatego ten system działa – bo i pracownikowi się opłaci, i pracodawcy. System „pod stołem” się po prostu stronom opłaca, bo każdy na nim zyskuje – i pracownik (48 zł), i pracodawca (40 zł).

Liczby nie kłamią. To wszystko brzmi bardzo logicznie, choć może trochę kuriozalnie. Dlaczego szara strefa jest obecnie dobra – ba, zbawienna dla gospodarki? Dlaczego tak jest – wszak niepłacenie podatków i danin brzmi tak nieładnie… Dlaczego tak jest, że system „pod stołem” działa, jest akceptowany przez strony i jest dla obu stron korzystny?

Bo podatki są kosmiczne. Gdyby były normalne (2-3, góra 5%) wszyscy by płacili i nikt by nie kombinował. A tak – i pracodawca, i pracownik muszą kombinować, by nie dać się wykorzystać państwu. Chciwemu państwu, które jest wrogiem i pracownika, i pracodawcy.

Bardzo lubię i cenię dyskusje, jakie toczą się na BS BLOG-u

Za ich pluralizm i wysoki poziom merytoryczny. Nie ma tu wyzwisk, epitetów, obrażania i gołosłowia, jakie można spotkać pod artykułami na różnych „onetach” i „wirtualnych polskach”…

Jest merytoryka, są argumenty. Są tezy i ich uzasadnienia.

Bardzo mi się to podoba i bardzo mnie cieszy, że BS BLOG ukształował się na takie właśnie medium. O to właśnie chodziło. Wolność słowa, pluralizm, wielogłos i merytoryczna argumentacja. Spędzam na blogu naprawdę dużo czasu i to jeden z przyjemniejszych i ciekawszych aspektów mojej działalności – zarówno zawodowej, jak i – w sumie – towarzyskiej; wszak na BS BLOG-u poruszane są nie tylko sprawy „bankowe”.

Serdeczne podziękowania i ukłon w stronę Szanowny Komentatorów 🙂

PPP: jesli nie zainterweniuje Państwo, polscy „dorobkiewicze” (czyli wlasciciele małych firemek, którzy oczywiście musza wybudować dom i jeździć super furą) będą nadal „doić” społeczeństwo

Sz. Kom. PPP pisze: „Jak ocenił Kaczyński, „ta panika nie ma żadnego związku z faktami”. – Najpoważniejsze instytucje, jak bank narodowy, przeczą tym prognozom. W Polsce i poza Polską są ludzie, którzy chcą, żeby były tu niskie płace. Wiem, że chce się w tej chwili przestraszyć przedsiębiorców, ale robi się to na kłamstwie – uważa prezes partii rządzącej.

Z jednym się zgodzę: jesli nie zainterweniuje Państwo, polscy „dorobkiewicze” (czyli wlasciciele małych firemek, którzy oczywiście musza wybudować dom i jeździć super furą) będą nadal „doić” społeczeństwo, bo niestety znajdą się tacy co będą pracować za grosze. Pomijam już płacenie najniższej stawki a reszta „pod stołem”.

Mój Komentarz: Sz. Komentatorze PPP. Odnoszę wrażenie, że wszystkim dotychczasowym władzom udaje się jedno: NASTAWIĆ WOBEC SIEBIE PRACODAWCÓW I PRACOWNIKÓW. By jedni i drudzy zapomnieli, że są po tej samej stronie barykady. A ich wspólnym przeciwnikiem jest państwo, zachłanne państwo. Kreując takie opinie władza (każda dotychczasowa) odnosi ogromny sukces na zasadzie divide et impere.

W oczach niektórych pracowników, niektórzy pracodawcy to krwiopijcy i wyzyskiwacze. Owszem – są i tacy. I to nie jest dobre. To jest złe. Ale tego nie naprawi się podnoszeniem płacy minimalnej.

To może pojawić się w ludziach, jeżeli zmieni się ich mentalność. Jeżeli spojrzą na drugiego człowieka jak na istotę mu podobną. Na tzw. bliźniego. Wiem, że to brzmi patetycznie nieco 🙂 ale moralności i empatii nie zaprowadzi się dekretami. Tu jacy bogowie musieliby zadziałać, żeby uzdrowić ludzkie dusze…

Tylko czy ci bogowie zadziałać zechcą? Czy w ogóle istnieją? A jeśli tak, to czy takie sprawy zaprzątają ich jaźń… 🙂 🙂 🙂 Coś wątpię… Ale jak bogowie tu nie chcą pomóc, to ABSOLUTNIE nie zrobią tego politycy. Bo ci drudzy są zwykle z piekła rodem…

Nie, to nieprawda. ZUS rośnie od lat – przy każdym podniesieniu płacy minimalnej

Sz. Kom. PPP cytuje:

>>Prezes PISu: „polityka niskich płac jest przeciwko interesom pracowników i przedsiębiorców, którzy chcą się utrzymywać na rynku”. – Ten krzyk, który się podniósł – nie spodziewałem się aż takich fake newsów, że będzie rósł ZUS dla mniejszych przedsiębiorców, bo to oszustwo. Liczyłem, że bezczelność tych, którzy bronią swoich interesów będzie umiarkowana, a tak nie jest – dodał.”

Mój komentarz: ZUS dla przedsiębiorców od lat rośnie. Bo podstawą wyliczenia jest pensja minimalna. Ostatnio wzrósł ze – zdaje się 1360 zł na prawie 1500 zł . Przy płacy minimalnej 4000 zł wzrośnie do ok 2000 zł. Wielu mikro-przedsiębiorców (tych najbiedniejszych) tego nie wytrzyma.

Pamiętam, jak po opuszczeniu Uczelni i rozpoczęciu d.g. płaciłem pierwsze „składki” ZUS. To było ok. 700 zł.

Poza tym większa płaca minimalna to zwiększone wpływy do budżetu. Każdemu rządowi się to opłaca, bo więcej zabierze pracodawcom i pracownikom (ZUS i podatki liczone są procentowo o wynagrodzenia).

A może po prostu lobbyści z Fintechów ograli lobbystów z Banków w potyczkach toczonych wieczorami i nocami w brukselskich restauracjach i agencjach towarzyskich?

Sz. Kom. TYLER DURDEN pisze:

„Ponadto działania rządu mogą natchnąć polskich przedsiębiorców do wejścia w XXI wiek, tzn. do zastępowania pracowników robotami i sztuczną inteligencją. Dzięki naszym rządzącym, którzy zakazali handlu w niedzielę, takie rozwiązania jak pierwszy sklep bez kasjerów w Poznaniu staną się jeszcze bardziej opłacalne.”

Mój komentarz: wszystko to brzmi pięknie; jest tylko jedno ALE… Otóż do ew. zastępowania robotników robotami i sztuczną inteligencją powinna natchnąć przedsiębiorców potrzeba rynku i oczekiwania klientów. Oraz kalkulacja opłacalności inwestowania w high-tech. A nie rząd, czy urzędnicy. Potrzeby konsumenckie i kalkulacja opłacalności powinna dyktować, czy w daną inwestycje technologiczną „wchodzić”, czy nie.

Trudno o lepszy przykład niż ostatnie działania wokół PSD2. Tu urzędnicy z UE, chcąc szeroko otworzyć wrota świata finansów dla technologii, zmuszają m.in. mały Bank Spółdzielczy do poświęcania czasu i pieniędzy (niemałych) na wdrożenie rzeczonej dyrektywy. A co jeśli Bank widzi, że wcale nie jest mu żadne PSD2 potrzebne, bo jego klienci preferują inne formy współpracy z Bankiem?

A który BS SAM chciał „wejść” w „PIS-y”, czy „CF-y” typu PayU, PayByNet, czy przelewy24, to wszedł. Już dawno. I bez żadnego PSD2.

Ale nie. Bank musi, bo urzędnicy w UE sobie wymyślili, że będą nieść kaganek technologii w środowisku; czy poszczególne jednostki tego środowiska tego chcą, czy nie chcą.

A może po prostu lobbyści z Fintechów ograli lobbystów z Banków w potyczkach toczonych wieczorami i nocami w brukselskich restauracjach i agencjach towarzyskich, do których zapraszali brukselskich polityków? I może właśnie dlatego my wdrażamy PSD2… Tak jest, jak gospodarką rządzą nie konsumenci, tylko urzędnicy.

TYLER DURDEN pozytywnie o podwyższaniu wynagrodzenia minimalnego

Sz. Kom. TYLER DURDEN pisze:

„Podwyżka pensji minimalnej to rozsądne rozwiązanie w sytuacji gdy polscy przedsiębiorcy w czasach rekordowo niskiego bezrobocia zamiast podnosić pensje wolą sprowadzać niewykwalifikowanych robotników z Nepalu i Pakistanu.”

Mój komentarz: tylko, że podnoszą. Świadczy o tym rosnące średnie wynagrodzenie w gospodarce i nie tylko zresztą to. Pracodawcy zaś sprowadzają obcych pracowników, bo to im nakazuje kalkulacja ekonomiczna – byłoby irracjonalne wymagać od przedsiębiorcy, by nie liczył kosztów i nie dbał o zabezpieczanie poziomu marż. Ten kto tego nie robi, prędzej czy późnej zbankrutuje.

Z kolei Polacy emigrują do pracy na Zachodzie; głównie dlatego, że ponad połowę ich wynagrodzenia jest zabierana na poczet różnych danin. Wspólnym przeciwnikiem pracowników i pracodawców jest państwo, które wbija potężny klin płacowy między pensję netto a „duże brutto”. Ponadto władza (każda dotychczasowa) ma w interesie nastawić wrogo wobec siebie pracowników i pracodawców, tak by nie zauważali, że ich wspólnym wrogiem jest zachłanne państwo. Oni zaś – i pracodawcy i pracownicy – są po tej samej stronie barykady. Wrogiem i grabieżcą jednych i drugich jest – jak wspomniałem – zachłanne państwo (niezależnie od tego, kto dotychczas rządził).

A MOŻE PO PROSTU MINIMALNEGO WYNAGRODZENIA NIE USTAWIAĆ? – tak ma wiele państw. I pozwolić wolnemu rynkowi optymalnie ustawić relacje płacowe pomiędzy graczami gospodarki, by pensje optymalizowały się same na podstawie kalkulacji ekonomicznej usług i produktów?

No bo któż lepiej wyceni wartość danej pracy niż rynek tej pracy? On jest tu jedynie słusznym weryfikatorem i decydentem. Nie urzędnicy.

Za tydzień widzimy się na Forum Liderów Banków Spółdzielczych

To zdecydowanie największa impreza dla kadry zarządzającej BS-ami; odwiedzam ją od lat z zainteresowaniem. Pewnych informacji o tym, co się dzieje w środowisku dostarczają konferencyjne wykłady i prezentacje, ale dla mnie osobiście ciekawsze są głosy wybrzmiewające w kuluarowych dyskusjach. Głosy te oddają oddolne trendy środowiskowe i poglądy i z tego powodu są szczególnie interesujące.

Poza merytoryką, konferencja jest okazją do środowiskowych spotkań towarzyskich i dyskusji nieformalnych. To bardzo miłe dla osób lubiących życie towarzyskie (do których ewidentnie ja należę 🙂 ). Miałem przyjemność osobiście poznać – szacuję – od 1000 do 2000 osób z Banków Spółdzielczych (byłem osobiście w mniej więcej połowie BS-ów, z każdego znam kilka osób). Przyjemnie będzie zatem spotkać się z częścią bankowych znajomych.

Do zobaczenia zatem za tydzień (17-18 IX) na Forum Liderów Banków Spółdzielczych. 🙂

Tu program konferencji: Forum Bankowe – FLBS-2019-Program.pdf

Jak „specjaliści” od RODO nabijają klientów butelkę

Nie dalej jak wczoraj pisałem o tym, jak na „biciu piany” wokół RODO i generowaniu sztucznego popytu można zarobić, pasożytując na nieświadomości klientów.

A dziś wpada do mojej skrzynki mail reklamowy promujący szkolenie jednej z firm specjalizujących się w RODO. Co w nim czytam? – a proszę bardzo:

„Każdy uczestnik kursu otrzyma bowiem kompleksowy pakiet ponad 60 dokumentów (polityk, rejestrów, załączników, klauzul, szablonów, narzędzi w excelu i dokumentów w formacie word) i będzie mógł je samodzielnie adaptować do własnych potrzeb”

Tak, dobrze Państwo przeczytali: SZEŚĆDZIESIĘCIU dokumentów.

A przecież RODO wymaga, by istniały 3 dokumenty:

  • rejestr czynności przetwarzania (ew. kategorii czynności przetwarzania),
  • ewidencja naruszeń ochrony danych osobowych
  • polityka / instrukcja bezpieczeństwa – to wprawdzie literalnie jest fakultatywne, ale de facto – w mojej opinii – być powinno.

Tymczasem „specjaliści” oferują 60 dokumentów. A co się będą „szczypać”! 🙂

Pogratulować rozmachu…

Najbliższe szkolenia z IT i ochrony informacji

Szkolenia ON-LINE:

13 IX – Technologie sieciowe i bezpieczeństwo sieci komputerowych

16 IX – Wdrożenie dyrektywy PSD2 w Banku

17 IX – Systemy firewall i VPN

18 IX – Zagadnienia informatyczne w Banku – dla managerów i nie-informatyków

Informacje: Katarzyna Wiśniewska, Koordynator Szkoleń i Konferencji, mail: katarzyna.wisniewska@kerberos.pl

Seminarium CEDUR „Odpowiedzialność zarządów i rad nadzorczych za rachunkowość banków spółdzielczych”, 24 września 2019 roku

Informacja z UKNF:

„[…] informujemy, że w serwisie internetowym UKNF dostępny jest formularz zgłoszeniowy na seminarium CEDUR pt. „Odpowiedzialność zarządów i rad nadzorczych za rachunkowość banków spółdzielczych” skierowane do członków rad nadzorczych banków spółdzielczych oraz zainteresowanych tematem seminarium biegłych rewidentów.

Spotkanie odbędzie się w dniu 24 września 2019 roku (w godz. 10:30 – 15:15) w Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym UOKiK (vis-a-vis hotelu Gromada) przy pl. Powstańców Warszawy 1 w Warszawie.

Więcej informacji

Na „biciu piany” nt. RODO można zarobić. Podobnie było z Rek. D KNF…

Miałem niedawno przyjemność być na Audycie w jednym z BS-ów. Rozmawiałem tam z przemiłą Panią IOD. Pani ta opowiedziała mi o szkoleniach nt. RODO, w których uczestniczyła.

Generalnie, wielu „specjalistów” od RODO specjalizuje się w „robieniu z igły wideł”. Czyli na komplikowaniu, wymyślaniu hipotetycznych wymogów, jakie jakoby stawia RODO i wychodzeniu naprzeciw tak rozbudzonym u klienta potrzebom skorzystania z usług doradczo – szkoleniowych w dyskutowanym zakresie.

Owszem, RODO to koszmarna i biurokratyczna regulacja. Do tego zbędna. Ale nie do końca jest uczciwe opowiadanie klientom banialuków, wymyślanie nieistniejących wymogów po to, żeby sprzedać jakiś 500-stronicowy zestaw jakoby niezbędnej dokumentacji, czy całodniowe szkolenie na temat, który można ująć w kilku zdaniach.

Uważam, że doradca, uczciwy doradca powinien przede wszystkim doradzać swoim klientom, jak OBRONIĆ się przed RODO – tzn. jak spełnić w maksymalnie możliwy sposób jego wymogi i nie narazić Banku na zbytnie koszty, czy niedogodności.

A nie generować sztuczne, irracjonalne potrzeby, żeby potem je zaspokoić. Odpłatnie – rzecz jasna.

Podobnie zresztą kiedyś było w odniesieniu do Rek. D, w kontekście której wciskano BS-om 5-kilogramowe segregatory z dokumentacją. Za 20 000 zł sztuka. Jakoby niezbędne…

„Stawiam wszystkim!”

Usłyszałem taką anegdotę:

Wchodzi do baru niski, korpulentny mężczyzna i woła:

„Stawiam wszystkim, ale ZA WASZE WŁASNE pieniądze!”

Zgromadzeni w barze skandują z radością:

„Jarek, Jarek, Jarek!!!” 🙂

Rek. D podniosła poziom bezpieczeństwa Banków, ale to niedobrze, że istnieje

Odwiedzając Banki Spółdzielcze w ramach wizyt audytorskich, oraz czytając raporty po-audytowe napisane przez moich współpracowników z Zespołu Audytorskiego stwierdzam, że wdrożenie Rek. D KNF spowodowało istotnym wzrost poziom bezpieczeństwa sektora.

Wyniki AuB są coraz lepsze, coraz mniej znajdujemy luk w obszarach formalno – proceduralnych. Nie można tego jednak do końca powiedzieć o obszarach technicznych (choć jest pewna poprawa), bo tam nowe luki będą pojawiać się zawsze – taka jest natura technologii, że permanentnie identyfikowane są nowe zagrożenia, które trzeba eliminować. Tak jest i będzie – tak jak zawsze już będą pojawiać się nowe wirusy, czy jak co zimę będziemy mieć katar. Tego nie da się wyeliminować, ale należy stosować odpowiednią prewencję. Uważam np., że służby IT każdego BS-u powinny samodzielnie co najmniej raz na kwartał (a najlepiej – co miesiąc) wykonywać skanowanie swoich systemów. Są do tego bezpłatne narzędzia, można się tego nauczyć.

Dlaczego więc twierdzę, że niedobrze, że Rek. D istnieje? Ponieważ – choć sama w sobie jest dokumentem w miarę poprawnym i w miarę racjonalnym (choć narzucającym w wielu obszarach zbędną biurokrację ) – jest jedną z emanacji nadmiernie głębokiego i inwazyjnego nadzoru nad środowiskiem.

O ile można zrozumieć badanie przez dzielnych szturmowców z UKNF ryzyk kredytowych, czy wskaźników finansowych (choć mi przychodzi z ogromnym trudem pojęcie, dlaczego akurat UKNF miałby to robić, a nie prywatne firmy ubezpieczające depozyty), to zainteresowanie nadzoru sprawami operacyjno – technicznymi, typu firewall, backup, czy polityka antywirusowa, jest kuriozalne. No bo dlaczego niby nadzór miałby się tym interesować? Czy kolor ścian w Banku i terakota na bankowych schodach też niebawem będzie podlegać kontroli?

Czy w dobrym kierunku idziemy? Wszak w mniejszym Banku słyszę nie raz od prezesów: Panie Albercie, połowa moich ludzi siedzi w papierach i nikomu nie potrzebnych raportach, zestawieniach, zamiast zarabiać pieniądze dla Banku. W większych Bankach proporcja jest łagodniejsza, ale też nie za ciekawa.

Podziwiam BS-y za to, że to wytrzymują… Pytanie – jak długo?

Podwyżka płacy minimalnej potężnym ciosem w najbiedniejszych

Pani Zosia prowadzi mały sklepik spożywczy w niedużym miasteczku. Niedaleko jest zagraniczna „Biedronka”, trochę dalej zagraniczny „Lidl”, więc Pani Zosia ledwo przędzie.

W swoim sklepiku zatrudnia dwie pracownice. Oprócz tego sama haruje od rana do nocy. Płaci swoim pracownicom niewiele, trochę ponad płacę minimalną, bo więcej nie daje rady. Sama nie zarabia zbyt wiele, ale kocha swój mały biznesik i chce, by trwał. Daje też pracę dwóm kobietom – swoim ekspedientkom.

Tymczasem pojawia się na horyzoncie wizja zwiększenia płacy minimalnej do 4000 zł. „Boże” – myśli Pani Zosia – „Przecież tyle to i ja nie zarabiam…”. Mija czas. Pani Zosia nie chce płacić swoim pracownicom pod stołem, bo jest skromną, pełną obaw kobietą. Boi się kontroli, boi się, że ktoś na nią naskarży do PIP, czy US. Przychodzi czas obowiązywania płacy minimalnej w kwocie 4000 zł. Pani Zosia podnosi pensje swoim pracownicom. Plus płaci zwiększony ZUS – kiedyś 1500, teraz 2000 zł (ZUS przedsiębiorcy jest liczony od płacy minimalnej). Bo musi. Nie chce być tym złym bandytą-kapitalistą, żerującym na pracy klasy robotniczej – wszak socjalistyczne media nierzadko mówią o takich „łobuzach”. Pani Zosia nie chce być takim „krwiopijcą”. A może i trochę by i chciała, bo córka w tym roku idzie na studia i potrzeba trochę grosza na akademik, dojazdy, jedzenie. Ale się boi. Boi się być „wrogiem ludu”. Boi się też inspekcji PIP, czy US.

Sklepik upada. Pracownice Pani Zosi tracą zatrudnienie. I one, i pani Zosia „lądują” na bezrobociu.

Tymczasem sąsiednie „Biedronka” i „Lidl” jakoś to wytrzymują. Podnoszą płacę minimalną na 4000. Zrekompensują to sobie tym, że upadł sklep Pani Zosi i sklepy kilku innych małych sklepikarzy w okolicy i byli klienci tychże zaczęli kupować w „Biedronce” i w „Lidlu”.

Podobnie upadły mała stacja benzynowa pana Stasia i okoliczna manufakturka krawiecka. Klienci tego pierwszego teraz kupują paliwo w BP oraz w Schellu (te koncerny było stać na płacę minimalną 4000 dla swoich pracowników). Klienci manufakturki krawieckiej kupują teraz ubrania w zagranicznych „sieciówkach”. Właściciele i pracownicy stacji i zakładziku krawieckiego tracą pracę.

Tymczasem „na papierze” wszyscy ludzie pracy mają zagwarantowane „godne” 4000 płacy minimalnej. Co z tego???

Straszne – prawda? Niestety – być może niebawem prawdziwe.

Tymczasem Krzysiek – młody gitarzysta – i jego koleżanka – wokalistka Julka – utrzymują się z grania wieczorami w klubach. Śpiewają „do piwa” covery znanych piosenek rockowych. Stawkę zawsze negocjują z właścicielem klubu. Czasem gaża jest niezła – zwłaszcza jak był dobry weekend i w klubie przesiadywały tłumy. Wtedy właściciel klubu może im przyzwoicie zapłacić.

A czasem grają za grosze. Czasem nawet za darmo, gdy klub ma kłopoty finansowe, a wszyscy ( i muzycy, i właściciel) chcą by jednak nie zniknął z powierzchni ziemi.

Jakoś sobie radzą. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale trwają w swoim biznesie. Wiedzą, ze czasem trzeba odpuścić, by podnieść upadający klub na nogi. Żeby potem było gdzie zarabiać.

Radzą sobie. Bo tu nie ma płacy minimalnej. Tylko jest płaca rynkowa.

NAJBIEDNIEJSI POWINNI ZARABIAĆ WIĘCEJ – jestem o tym przekonany, i szczerze im tego życzę. Ale absolutnie nie jest ku temu drogą podnoszenie płacy minimalnej.

Podwyżka płacy minimalnej ciosem w mikroprzedsiębiorców

Już teraz mikroprzedsiębiorcy (mali sklepikarze, fryzjerki, serwisy rowerowe, nieduże stacje benzynowe, manufaktury szewskie, warsztaty stolarskie) płacą horendalny podatek ZUS-owski w kwocie 1500 zł.

To, plus podatek dochody i VAT, nierzadko przekraczają zarobek netto takiego mikroprzedsiębiorcy.

Tymczasem, jak miecz Demoklesa, zawisła na tą rzeszą (są ich 3 miliony!) planowana podwyżka płacy minimalnej – docelowo na 4000 zł. Oznacza to, że będą płacić podatek ZUS-wski (zwany mylnie „składką” – mylnie, by nic nigdy z niego się nie „uskłada”) w wysokości aż 2000 zł!!!

Niestety wielu z nich zbankrutuje. Korporacje nie zbankrutują – one jakoś tę podwyżkę wytrzymają. Już teraz zatrudnieni tam robotnicy zarabiają relatywnie sporo. A jeszcze jak zwiększona płaca minimalna „wytnie” część ich krajowej konkurencji (w postaci małych manufakturek), to i sprzedaż im się poprawi.

A nawet skrajny lewicowiec Sz. P. A. Zandberg (partia „Razem”) postuluje, by uzależnić podatek ZUS-owski od bieżacego dochodu. Nawet on…

Dr Mentzen o dewastacyjnym wpływie podniesienia płacy minimalnej na gospodarkę

Bardzo bym chciał, żeby najuboższym sukcesywnie podnosił się standard życia. Bo im będzie i lepiej i całej reszcie też – mając zamożniejszych kupujących, sprzedający też stają się coraz zamożniejsi. Ale podnoszenie płacy minimalnej do droga na szafot…

Ponoszenie płac minimalnej to prosta droga do zdewastowania krajowej gospodarki. Ignorancja i niekompetencja rządzących (a może obłędna chęć zachowania władzy) jest niezwykle niebezpieczna – zwłaszcza dla tych najuboższych, najgorzej zarabiających. Sz. P. Dr S. Mentzen analizuje szkody, jakie podnoszenie płacy minimalnej wyrządzić gospodarce. Oczywiście, poklask społeczny jest duży, ponieważ ci nieuświadomieni nie pojmują makroekonomicznych konsekwencji tego socjalistyczno – populistycznego posunięcia. Skupcie się Państwo na dosłownie 5 min i przeczytajcie ze zrozumieniem poniższy tekst dr Mentzena, żeby zobaczyć na jaką równię pochyłą w dół wkraczamy.

Oto rzeczony tekst:

„Mimo wielkiego poruszenia, nie wszyscy docenili jeszcze konsekwencje podniesienia płacy minimalnej do 4000 zł w 2023 roku. To nie jest zwyczajna podwyżka. To jest potężna interwencja w gospodarkę a nawet w całe społeczeństwo.

Zakładając bardzo optymistyczny scenariusz, że płace będą rosły tak szybko jak w zeszłym roku (ponad 7%), to w 2023 płaca minimalna wyniesie ponad 60% średniego wynagrodzenia. Najwięcej w OECD. Nigdzie tak nie ma. Lewica ze Szwecji, Danii i Francji patrzyłaby na nas z z uznaniem, bo nawet oni tak daleko się nie posunęli.

Miesięczny minimalny koszt dla pracodawcy wyniósłby prawie 5 tysięcy złotych. W przeliczeniu na godzinę pracy, to jest około 33 zł kosztu dla pracodawcy. Wzrosną koszty życia, konieczne będą duże podwyżki rent, emerytur, wynagrodzeń w budżetówce, spadnie konkurencyjność eksportu.

Polska będzie jedynym krajem na świecie, gdzie płaca minimalna będzie wyższa od kwoty wolnej od podatku!

Czytaj dalej „Dr Mentzen o dewastacyjnym wpływie podniesienia płacy minimalnej na gospodarkę”

Kompleksy niektórych BS-ów są zupełnie niepotrzebne

Nieduży Bank Spółdzielczy dążący na siłę do tego, by dopasować się stylu „korpo”, przypomina mi trochę młodą dziewczynę z prowincji, która nafaszerowana kompleksami i środkami antykoncepcyjnymi, jedzie do stolicy robić karierę – zwykle modelki albo piosenkarki. Rozumiem – jak ktoś bardzo chce, to czemu nie? Ale czy to jest konieczne do szczęścia? Przecież na wsi, czy w małym miasteczku też jest pięknie – tylko po prostu trzeba umieć to docenić…

Poczucie własnej wartości dotyczy różnych aspektów naszego bytowania – także działalności zawodowej, także firm, w których pracujemy, czy którymi zarządzamy. Owszem, można, a nawet trzeba umieć krytycznie spojrzeć na siebie, na swoje działania, na swój biznes, ale to wyłącznie w celu samo-naprawy, w celu eliminacji własnych ograniczeń i ułomności. A nie w celu samobiczowania się i wpędzania w kompleksy.

A jeżeli patrząc na siebie wpędzamy się w poczucie niższości, to z góry skazujemy się na porażkę. I marnujemy sobie życie – a mamy je jedno, a przetrwanie go w poczuciu niedowartościowania, niezadowolenia i zgorzknienia, nie jest najlepszym pomysłem. BS-y mają swoje ułomności, ale i mają ogrom powodów do samozadowolenia. W swoim życiu zawodowym byłem w mnóstwie korporacji; poziom ich kultury organizacyjnej jest żenująco niski – potężna inercja działań, bezwład decyzyjny, „bicie piany” zamiast konkretnego działania, potężna biurokracja są tam na porządku dziennym. Tak, BS-y mają swoje wady, ale zapewniam Państwa, że środowisku „korpo” daleko, daleko do niego. Zapewniam, że moja ocena jest miarodajna – byłem osobiście w kilkuset BS-ach i w kilkuset dużych firmach z różnych sektorów…

16 IX ponawiamy szkolenie o PSD2 (ON-LINE)

Z uwagi na bardzo duże zainteresowanie poprzednią edycją (w imprezie wzięło udział 50 osób), na 16 września ponownie zaplanowaliśmy szkolenie ON-LINE „Wdrożenie PSD2 w Banku„.

Termin: 16 IX, koszt: 490 zł + VAT, tryb: ON-LINE, prowadzenie: Andrzej Dubis (Dyrektor Dep. IT Podkarpackiego BS), zgłoszenia: katarzyna.wisniewska@kerberos.pl

P R O G R A M

Podczas szkolenia omówione zostaną m.in. kwestie zw. z opisem interfejsów w zakresie PSD II, sposobów traktowania przez dyrektywę PSD II bezpieczeństwa danych oraz wymogów wykonania API, bezpieczeństwem płatności elektronicznych po umożliwieniu dostępu do rachunku osobom trzecim czy problematycznym tematem czy Dyrektywa naprawdę zwiększy konkurencyjność podmiotów finansowych. Przedstawiony zostanie aktualny status prac w zakresie PolishAPI oraz inne dostępne na rynku API możliwe do wykorzystania.

Zagadnienia omawiane na szkoleniu

I. Dostęp do rachunku bankowego podmiotów trzecich (TPP)

Na jakich zasadach. Podstawowe rodzaje usług AIS, PIS, COF. Rola Banku w realiach PSD2 – obowiązki i prawa.

II. Silne uwierzytelnienie klienta (SCA)

Co trzeba spełnić aby być zgodnym. Jakie operacje/czynności użytkownika trzeba silnie autoryzować a gdzie można zrobić wyjątki. Monitoring transakcji wykonywanych przez bankowość internetową. Kto odpowiada za nieautoryzowane transakcje.

III. Polish Api

Jak wygląda budowa otwartego standardu. Aktualny status prac. Co uwzględnione zostało w projekcie jako wymóg a co będzie usługami typu Premium. Rodzaje i obszary usług w API. Rola HUB-a w KIR z uwzględnieniem założeń biznesowych.

IV. Budowa własnego API z pomocą dostępnych narzędzi informatycznych

Czy warto stworzyć własne API. Dostępne na rynku oprogramowanie na przykładzie. Wady i zalety takiego rozwiązania.

V. Czy Banki zostaną tylko procesorem usług – jaką rolę uczestnika procesu wybrać ?

Omówienie czterech głównych możliwych scenariuszy. Wady i zalety poszczególnych rozwiązań. Którą opcje wybrać w zależności od możliwości finansowych i oczekiwań biznesu.

Robi się „szum” w związku ze spodziewanym orzeczeniem TSUE ws. kredytów frnakowych

Znalezione na businessinsider.com.pl:

„W najbliższych tygodniach zapaść ma ws. kredytów frankowych ostateczny wyrok TSUE. Zdaniem Pawła Borysa, szefa PFR (Polskiego Funduszu Rozwoju) może on doprowadzić do kryzysu.”

„Jeśli decyzja trybunału pójdzie w tym kierunku, że kredyty frankowe zostaną zamienione na złotowe, ale pozostanie oprocentowanie LIBOR-em, to nasze banki znajdą się pod dużą presją” (cytat słów P. Borysa)

„Zauważył też (P. Borys), że same spekulacje co do wyroku TSUE doprowadziły do tego, że jeden z banków stracił jedną trzecią swojej giełdowej kapitalizacji i większość banków notowanych jest na GPW poniżej aktywów netto.”

Tu cały artykuł: Szef PFR: Wyrok TSUE ws. frankowiczów największym ryzykiem dla polskiej gospodarki

O grzechach wg prof. Gwiazdowskiego: zdradzenie żony vs. zdradzenie męża :-) :-)

Sz. Kom. TYLER DURDEN pisze: ” Nie pisałem nic na temat słuszności idei wolnościowych, która jest zresztą nieweryfikowalna. A tak swoją drogą pierdołowatość i przyczyny klęski politycznej Roberta Gwiazdowskiego dobrze opisał Sławomir Mentzen w video „I kto tu jest szurem”. „

Odpowiadam: Lubię słuchać / czytać wypowiedzi dr Mentzena. To ekonomista wolnościowy, racjonalista ze szkoły Missesa – dziękuję za rekomendację, chętnie obejrzę ten materiał.

A może po prostu prof. Gwiazdowskiemu zabrakło pieniędzy na kampanię i wsparcia mediów?

Istotnie, przyznam, że gwiazdą marketingu politycznego Sz. P. Profesor nie jest. Jego konwencje wyglądały siermiężnie. Natomiast Prof. Gwiazdowski świetnie sprawdza się w kameralnych polemikach studyjnych i wykładach. Ktoś trafnie powiedział o Sz. P. Profesorze, że jest takim „Korwinem dla dorosłych” (czyli nie dla korwinowskich „kuców” 🙂 a dla dojrzalszych wolnościowców).Choć nie we wszystkim się z Nim zgadzam, to szanuję P. Profesora, podoba mi się jego pragmatyczny i jednocześnie humorystyczny styl wypowiedzi. Oto przykład jednej z nich (cytuję mniej więcej – z pamięci).

Z punktu wiedzenia budżetu, niepłacenie podatku dochodowego jest pewnym grzechem; coś, jak np. zdradzić żonę. Natomiast z p. widzenia budżetu, niepłacenie VAT-u to grzech znacznie, znacznie cięższy – coś jak np. zdradzić męża. 🙂 🙂

O, taki ma właśnie, może nieco rubaszny, styl Pan Profesor. Podoba mi się też Jego zamiłowanie do noszenia szalików i to, że zawsze jest opalony i elegancki (choć cechuje się dość wyraźną nadwagą).

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij